Archiwa tagu: prawo

Unia utemperuje przewoźników

W marcu 2013 r. wejdzie w życie unijne prawo dotyczące odszkodowań, które przewoźnicy autokarowi będą musieli wypłacić klientom w przypadku spóźnienia.

Wymiar odszkodowań dotyczy przewozów na dystans co najmniej 250 km i przedstawia się następująco:

  • w przypadku opóźnienia wynoszącego 1,5 godziny linia musi zagwarantować pasażerom, którzy wcześniej zarezerwowali bilety, bezpłatne napoje i przekąski;
  • w przypadku opóźnienia wynoszącego 2 godziny, odwołania kursu lub braku miejsc linia musi zagwarantować pasażerom, którzy wcześniej zarezerwowali bilety, możliwość kontynuowania podróży lub zmiany trasy bez dopłaty. Jeśli okaże się to niemożliwe, pasażer otrzyma zwrot kosztów biletu plus dodatkowo 50 proc. jego wartości;
  • w przypadku utraty lub uszkodzenia bagażu pasażer może domagać się odszkodowania w wysokości do 1200 euro;
  • w przypadku śmierci pasażera lub poniesienia obrażeń w wypadku odszkodowanie wyniesie do 220 tys. euro.

Podobny zestaw reguł obowiązuje już linie lotnicze i kolejowe. Jak widzicie, doszedł kolejny powód, aby poróżować autokarami. Tanie bilety autokarowe zakupicie w portalu BiletyAutokarowe.pl.

Branża pod specjalnym nadzorem

Wakacyjne upadki biur podróży sprawiły, że zarówno politycy, jak i niektórzy turyści zaczęli domagać się większej kontroli państwa nad branżą turystyczną. Czy to znaczy, że nadzór w obecnych rozmiarach i kształcie jest niewystarczający?

Sto procent odpowiedzialności

Czy prowadzenie firm turystycznych jest zbyt łatwe, zaś właściciele mogą sobie pozwolić na zbyt wiele? Rozważania zacznijmy od stwierdzenia banału: prowadzenie biura podróży wiąże się z dużym ryzykiem finansowym. Dzieje się tak z wielu powodów – nie tylko czysto rynkowych. Wiele problemów dotyczy obostrzeń, m.in. w zawieraniu umów z klientami, nakładanych na firmy turystyczne przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta.

Dobrym przykładem kontrowersyjnego ograniczenia jest generalny brak możliwości zmiany ceny wycieczki, jeśli klient zapisuje się na nią na wiele miesięcy przed planowanym wyjazdem. Na pierwszy rzut oka wydaje się to logiczne – jest to rozwiązanie jak najbardziej korzystne dla klienta. Dla wielu firm jest to jednak kłoda rzucona pod nogi.Załóżmy, że rezerwujemy letnie wakacje już wczesną wiosną. Między rezerwacją a momentem wyjazdu ceny wielu usług i produktów mogą ulec zmianie. Jeżeli wzrosną np. koszty transportu czy wyżywienia, biuro będzie musiało dopłacić, aby wywiązać się z umowy, ograniczając tym samym swoje zyski.

Oczywiście, firmy turystyczne powinny robić wszystko, żeby zabezpieczyć się na wypadek zmiany kosztów – mogą, na przykład, zawrzeć odpowiednią umowę z przewoźnikiem i hotelem, albo po prostu nie oferować rezerwacji z tak dużym wyprzedzeniem. Jeśli jednak chcą ją oferować – informując klienta, że wiąże się ona z ewentualną dopłatą – dlaczego wprowadzać w tym względzie ograniczenia? Różnice w umowach to element konkurencji na rynku. Im będzie ona mniejsza, tym gorzej i dla firm, i dla ich klientów, z których państwo zdejmuje jakąkolwiek odpowiedzialność za własne wybory. Czy to nie do nas powinna należeć decyzja o zaakceptowaniu lub odrzuceniu proponowanych nam warunków? Najwyraźniej nie, ponieważ…

Klient ma ZAWSZE rację

Obostrzeń związanych z zapisami w umowach jest znacznie więcej. Regularnie powiększa się lista klauzul niedozwolonych, pod kątem której biura podróży muszą weryfikować swoje umowy – co wymaga i czasu, i pieniędzy, a zatem pośrednio wpływa na wzrost cen wycieczek. Niekiedy za niedozwolone uznawane są klauzule, które zabezpieczają podstawowe interesy firmy.

Przykładowo: jeśli klient zapłaci za wycieczkę, ale z własnej winy nie wykorzysta części świadczeń, biuro nie może zastrzec, że turyście nie przysługuje zwrot pieniędzy. Jeśli więc dojdzie do sytuacji, w której biuro opłaci nam możliwość zwiedzenia miejscowych zabytków, ale zdecydujemy, że wolimy wylegiwać się przy hotelowym basenie, nadal będziemy mogli domagać się zwrotu pieniędzy za niewykorzystane świadczenia. Pieniędzy, których agencja nie będzie miała, ponieważ – zgodnie z umową, na warunki której klient wyraził zgodę – zostały wydane na przewidzianą w programie atrakcję. Znów więc dochodzimy do sytuacji, w której brak możliwości dowolnego konstruowania umów ogranicza rynek i uderza finansowo firmy turystyczne.

W przypadku tej i wielu innych decyzji UOKiK wydaje się, że urzędnicy wyrokują bardzo jednostronnie – myśląc tylko o interesach turysty, a bardzo rzadko o interesach firm. Ponownie należy zapytać, kto powinien brać odpowiedzialność za to, na jakie warunki godzi się klient biur podróży: czy urzędnik, czy może jednak sam turysta?

Na krótkiej smyczy

Ustawa o usługach turystycznych mówi, że biura podróży muszą posiadać zabezpieczenie finansowe – właśnie na wypadek konieczności zwrócenia wpłaconych przez klientów pieniędzy. Jest tylko jeden szkopuł: prawo nakazuje zwrot pełnej kwoty, lecz nie mówi o tym, że gwarancje firmy muszą pokryć ewentualne zobowiązania w całości. To sprawia, że w przypadku niezwrócenia pieniędzy przez biuro turysta może domagać się zwrotu od Skarbu Państwa. Jak widać, surowe prawo kontrolujące branżę turystyczną istnieje, jest jednak dziurawe. Zamiast łatać dziury, rządzący chcą wprowadzać jeszcze więcej – zaryzykujemy stwierdzenie, że równie nieprecyzyjnych – obostrzeń. Może powinni jednak pójść w przeciwnym kierunku?

Turystyka jest jedną z najściślej kontrolowanych i obciążonych największymi ograniczeniami branż w na polskim rynku. Wydaje się, że na poluzowaniu jej smyczy zyskaliby wszyscy. Mniejsze obciążenia zmniejszyłyby koszty działalności biur, i choć niekoniecznie wpłynęłyby na zmniejszenie cen, to zyski firm stałyby się większe. To zaś zwiększyłoby stabilność biur podróży – turyści nie musieliby martwić się o to, czy obsługująca ich agencja nie przestanie istnieć w trakcie ich wakacji. Wątpliwe jednak, że radosne ustawodawstwo polityków ustąpi miejsca odrobinie gospodarczej wolności.

* * *

Powyższy felieton odzwierciedla wyłącznie poglądy autora i nie jest oficjalnym stanowiskiem redakcji portalu BiletyAutokarowe.pl. Redakcja oficjalnie zachęca do zakupu biletów na przewozy autokarowe do całej Europy. Oferujemy niskie ceny (bez prowizji!), miłą obsługę oraz wybór spośród 24 000 połączeń.

foto: 1. James Ekema / Flickr CC; 2. Dylan Passmore / Flickr CC

Mniej kursów, droższe bilety?

Przewoźnikom autokarowym przybył powód do niepokoju. To wina opieszałości polskich ustawodawców, którzy prawdopodobnie nie zdążą wydać rozporządzenia związanego z wchodzącym wkrótce w życie prawem unijnym.

Od 4 grudnia obowiązywać będzie ustawa dostosowująca zasady funkcjonowania polskich przewoźników autokarowych do standardów Unii Europejskiej. Oznacza to, że aby uzyskać licencję, firma chcąca zaoferować przewozy międzynarodowe będzie musiała spełnić nowe wymogi. Będą je musiały spełnić również firmy, których licencja wkrótce wygaśnie i będzie wymagała przedłużenia. Przewoźnicy ci spotkają się z dużymi utrudnieniami.

Aby móc świadczyć transport osób do innych krajów, od grudnia polscy przewoźnicy będą musieli zdobyć również licencję na transport wewnątrzkrajowy. Do tej pory taki wymóg nie istniał, co wydawało się logiczne, jako że wymagania wobec przewoźnika międzynarodowego są większe niż wymagania wobec firm oferujących przewozy międzymiastowe. Można było przyjąć, że skoro linia autokarowa jest w stanie zapewnić rzetelne warunki transportu do miejscowości oddalonych o tysiące kilometrów, tym bardziej może przewozić osoby w granicach województwa. Dla przewoźników z doświadczeniem zdobycie licencji na transport krajowy byłoby więc formalnością… gdyby Ministerstwo Infrastruktury wydało dotyczące go rozporządzenie.

Aby można było przygotować rozporządzenie, najpierw konieczna będzie nowelizacja ustawy o transporcie drogowym, nad którą dopiero trwają prace. Wątpliwe, żeby ministerstwu udało się zdążyć do 4 grudnia. Opóźnienie może potrwać nawet do nowego roku, ze względu na przerwę świąteczną. Dla firm, którym kończy się licencja, oznacza to długi zastój. Według polskiego prawa będą bowiem działać legalnie w granicach kraju, lecz poza nim nie będą spełniać wymogów formalnych, koniecznych do prowadzenia działalności.

Jeśli problem nie zostanie szybko rozwiązany, bilety autokarowe prawdopodobnie zdrożeją, a liczba kursów zmaleje – przynajmniej do czasu, aż biurokratyczny bałagan zostanie ogarnięty. Jeśli więc planujecie podróże, warto się do nich zawczasu przygotować.

Bilety autokarowe w najniższych cenach kupicie w portalu www.BiletyAutokarowe.pl.

foto: Sludgegulper / Flickr CC

Pasy przyszłością branży?

W nowych minibusach coraz częściej pojawiają się pasy bezpieczeństwa dla pasażerów. Czy klienci branży autokarowej zostaną skrępowani?

Kupując bilety autokarowe – nie tylko na kursy w obrębie kraju, ale nawet na przewozy międzynarodowe – pasażer nie spodziewa się, że zostanie zmuszony do zapięcia pasów. Powodów rezygnacji z pasów w pojazdach autobusowych jest kilka. Po pierwsze – autokary wyjeżdżają zwykle w długie kursy, a skrępowanie pasami na dłuższy czas jest niewygodne. Po drugie – autokary nie wykonują gwałtownych manewrów ani nie osiągają zawrotnych prędkości; są bezpieczniejsze niż samochody. I wreszcie po trzecie – w przypadku kursów na niewielkie dystanse pozostaje kwestia miejsc stojących.

A jednak w krajach zachodnich – głównie w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych – pasażerowie busów coraz częściej muszą korzystać z pasów bezpieczeństwa. W przypadku państw europejskich wynika to z inicjatywy unijnej, mającej doprowadzić do zainstalowania pasów we wszystkich pojazdach dalekiego zasięgu. Bardzo prawdopodobne więc, że i w Polsce konieczne stanie się krępowanie pasażerów na czas podróży. Czy powinniśmy się na to zgadzać?

Kierowcy samochodów głośno narzekają na przymus zapinania pasów, a ich najlepszym argumentem jest konstytucyjna wolność wyboru. Prawdą jest również to, że w niektórych sytuacjach zapinanie pasów może przynieść więcej szkód niż pożytku – np. gdy kierowca musi szybko wydostać się z pojazdu. Zainstalowanie pasów w autobusach także może przynieść negatywne skutki. Trudno jednak znaleźć eksperta, który rzetelnie i bezstronnie przeanalizowałby wszystkie możliwości i ocenił, czy warto wprowadzać nowe prawo.

Łatwo zgodzić się na przymus zapięcia pasów obowiązujący w ramach regulaminu prywatnej linii przewozowej. Korzystając z jej usług godzimy się bowiem na oferowane warunki. Z drugiej strony odgórne narzucanie przedsiębiorcom konieczności wprowadzenia takich rozwiązań jest – a przynajmniej powinno być – kwestią dyskusyjną. Obecnie jednak nikt nie kwapi się do podjęcia dyskusji. I tym problemem należałoby zająć sie w pierwszej kolejności.