Jazda po węgiersku

Jest 2010 rok. Po polskich drogach nadal jeżdżą ikarusy – autobusy starsze, głośniejsze i brudniejsze niż niejeden zdezelowany wóz trafiający na złomowisko. Paradoksalnie – świadczy to tylko o ich wytrzymałości i godnej podziwu konstrukcji.

Symbole polskiej komunikacji publicznej, co ciekawe, nie są polskiego pochodzenia. Ikarusy to autokary rodem z Węgier, produkowane przez firmę o tej samej nazwie, szczycącą się doświadczeniami. Przedsiębiorstwo Ikarus powstało w roku 1895, jednak produkcją pojazdów zajęło się w drugiej dekadzie XX wieku.

Wpierw z jego linii montażowej schodziły samochody, przede wszystkim wykorzystywane do celów militarnych. Okres powojenny okazał się jednak trudnym czasem dla położonego w Budapeszcie przedsiębiorstwa. Problemy finansowe zmusiły firmę do zawieszenia produkcji wielu modeli pojazdów, a prawdziwe jej odrodzenie nadeszło dopiero w latach pięćdziesiątych.

W połowie piątej dekady XX wieku Ikarus poszerzył ofertę o nowoczesne autokary, mogące się równać z zachodnią konkurencją; w ten sposób otworzył się na zagraniczne rynki. Choć jego maszyny nie nadawały się do świadczenia usług takich jak przewozy międzynarodowe, okazywały się idealne do wykorzystania w komunikacji miejskiej. Firma zaczęła odnosić sukcesy w Azji i Afryce.

Do Polski węgierskie autobusy dotarły w latach 70., a najpopularniejszym w naszym kraju modelem stał się Ikarus 280, którego do dziś można często spotkać m.in. na ulicach Katowic. Jak pokazał czas, są to maszyny niezwykle wytrzymałe, choć niekoniecznie ekologiczne czy wygodne według współczesnych standardów. Dlatego też, jak również z powodu kiepskiego ogólnego stanu technicznego, z wielu miast wycofano zasłużone pojazdy. Mimo wszystko nadal będzie można kupić bilety autokarowe na przejazd ikarusami – powstają już stowarzyszenia, których celem jest odrestaurowanie zabytkowych maszyn i wykorzystanie ich w postaci turystycznej atrakcji.