Archiwum kategorii: Opinie i komentarze

Autokarem bezpieczniej i wygodnie. Ibatur o warunkach podróży

ibatur autokar

Dalekie podróże mogą rodzić obawy. Przejazd np. z Białegostoku do Brukseli to aż 1500 km do pokonania. Jak jeździć bezpiecznie i wygodnie? Na pytania serwisu BiletyAutokarowe.pl odpowiadają specjaliści z linii Ibatur.

Najlepszym dowodem na to, że podróże autokarowe mogą być satysfakcjonujące i przystępne, jest fakt, że pasażerowie, który raz jechali do Niemiec czy Belgii autokarem, korzystają z niego ponownie. Z oferty Ibatur korzystają nawet przyzwyczajeni do luksusu politycy unijni. Dlaczego?

Podróż własnym samochodem jest męcząca i nie warto odbywać jej samemu. Bezpieczniej jest z towarzyszem, który zmieni nas przy kierownicy. Autokar jest bardziej przystępny, jeszcze bardziej wygodny, a dzięki przemyślanej trasie dociera do celu na czas.

– W ostatnich miesiącach, po zamachach w Brukseli, pasażerowie mówili nam, że w autokarze czują się po prostu najbezpieczniej – mówi nam jeden z kierowców Ibatur.

Zaufanie buduje się poprzez jakość

Pozytywny wizerunek przewoźników buduje nie tylko sympatyczna obsługa. Jakość i bezpieczeństwo kursów zależy od tego, czego nie widać. Ibatur wyjaśnia, że wszystkie autokary są dokładnie sprawdzane przed każdym wyjazdem. Bada się wszystko: od stanu opon po silnik. Codziennym kontrolom towarzyszą regularne, dogłębne przeglądy techniczne.

Autokar IbaturLiczy się także doświadczenie kierowców. Ibatur zatrudnia tylko tych, którzy lubią swoją pracę, znają się na autokarach, a przy tym są sumienni i rzetelni. Umiejętności kierowcy decydują nie tylko o punktualności i bezpieczeństwie, ale także o płynności jazdy – czyli o komforcie. Podróż jest przyjemniejsza, gdy nie zdarzają się gwałtowne hamowania czy zbyt ostre wejścia w zakręt.

– W tej pracy nie ma miejsca na brawurę czy ryzyko – mówi jeden z kierowców. – Jeśli po kilku godzinach trasy dopada nas zmęczenie, trzeba odpocząć. Nigdy nie myślimy: „Jeszcze 20 km i odpocznę”. Nie zaryzykowałbym czegoś takiego, jadąc z przyjacielem, a tym bardziej nie z 50 pasażerami pod opieką.

Podróż na miarę XXI wieku

Wielu pasażerów dopiero w autokarze Ibatur odkrywa, że podróż może być tak komfortowa. Nic dziwnego – to pojazdy klasy LUX. Wystarczy zająć miejsce, aby odczuć różnicę w porównaniu z klasycznymi autobusami.

Wygodne fotele z możliwością rozłożenia oparcia, dużo miejsca na nogi, możliwość ustawienia podłokietników i podpórki pod stopy zapewniają warunki niewiele odbiegające od wypoczynku w fotelu we własnym salonie, cenione zwłaszcza przez seniorów.

„Gładką” z perspektywy pasażera jazdę umożliwia konstrukcja autokarów: miękkie zawieszenie, cicha praca, przyciemniane szyby wyciszające dźwięki z zewnątrz, a także klimatyzacja i dostępność WC.

Podróże bywają długie, ale to nie znaczy, że trzeba się podczas nich nudzić. W autokarach niektórych linii, np. Ibatur, można bez problemu korzystać z darmowego wi-fi. Dostępna jest także bezpłatna kawa, i to lepszego gatunku.

Jak widać, pierwsza międzynarodowa podróż autokarem może być bardzo przyjemnym zaskoczeniem.

Bilety autokarowe Ibatur znajdziecie w serwisie BiletyAutokarowe.pl – zawsze w najniższych cenach. Rezerwujcie online lub telefonicznie: 71 724 23 77.

bilet autokarowy

Jak dojechać do Aosty?

intercars newsWciąż nie wiesz, dokąd wyjechać w najbliższych tygodniach? Polecamy wakacje w Alpach. Z Intercars wygodnie i po przystępnej cenie pojedziesz autokarem z Polski do Aosty. Poznaj trasę.

Dolina Aosty to jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Europie, oferujące widoki zapierające dech w piersiach – i to nie tylko w lecie. Połączenie majestatycznych górskich krajobrazów ze wspaniałą włoską architekturą gwarantuje niezapomniany pobyt. Autokary Intercars pozwolą ci przekonać się o tym na własne oczy. Połączenie z Aosta zostało uruchomione specjalnie na okres wakacji.

Aosta - Gerrit - Wikimedia Commons CC

Fot. Gerrit – Wikimedia Commons

Kursy do Aosty są obsługiwane w ramach linii Intercars I800 / I801 / I802 / I803 / I804 / I805 Polska – Barcelona. Bilety Intercars na autokar z Krakowa do Aosty kupisz już za 420 zł w jedną stronę i 800 zł w obie. Pamiętaj, że zawsze lepiej rezerwować bilet w obie strony – zawsze oszczędzasz od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych. Co więcej, wczesna rezerwacja daje ci szansę skorzystania z ciekawych promocji.

Przystanki w Polsce: Przemyśl, Jarosław, Przeworsk, Łańcut, Rzeszów, Ropczyce, Dębica, Pilzno, Tarnów, Brzesko, Bochnia, Kraków, Katowice, Gliwice, Opole, Wrocław, Kłodzko.

Przystanki za granicą: Praga, Regensburg, Monachium, Sankt Gallen, Zurych, Bazylea, Chamonix, Courmayeur, Aosta.

Przystanek w Aosta: Autostazione via Giorgio Carrel 1, GPS: 45.735213, 7.324461.

Najtańsze bilety na autokary do Aosta znajdziesz w serwisie BiletyAutokarowe.pl. Kup bilety Intercars i nie tylko, korzystając z pierwszej w Polsce porównywarki tysięcy ofert z dwóch największych systemów rezerwacji. Organizuj podróże bez żadnych dopłat – do cen przewoźników nie doliczamy ani grosza.

szukaj-i-kup-bilet-online

Holandia. Najlepszy kraj dla pracowników sezonowych

Bieżący rok na holenderskim rynku pracy zapowiada się równie dobrze jak poprzedni. Kraj ten pozostanie najlepszym miejscem pracy dla tysięcy polskich pracowników sezonowych zatrudnionych w rolnictwie i ogrodnictwie.

praca za granica logoW ciągu ostatnich dwunastu miesięcy stopa bezrobocia w Holandii wzrosła z 5,6 do 6,5 proc. Nie powinno to jednak wpłynąć na sytuację Polaków szukających zajęcia w tym kraju. Holenderskie firmy i tamtejsi farmerzy nadal chętnie sięgają po pracowników „wypożyczanych” im przez biura pośrednictwa pracy. Czytaj dalej

Chcesz dodać opinię o linii autokarowej? Zapraszamy!

Ostatnio na naszym blogu pojawia się sporo komentarzy o liniach autokarowych. Prosimy o korzystanie z naszej bazy opinii, czy o komentowanie na stronach poświęconych liniom – np. na www.biletyautokarowe.pl/sindbad. Wystarczy kliknąć na logo linii na stronie głównej BiletyAutokarowe.pl.

Dlaczego o to prosimy? Ponieważ nasz system ocen wymaga podania numeru biletu – czyli potwierdzenia, że skorzystało się z usług przewoźnika. W ten sposób filtrowane są komentarze bezpodstawnie oczerniające lub nieuczciwie promujące daną linię.

W związku z tym nie będziemy już zatwierdzać anonimowych komentarzy o przewoźnikach na naszym blogu – niezależnie od tego, czy są pozytywne, czy negatywne. Stawiamy na wiarygodność.

Uwolnienie zawodu pilota wycieczek – polemiki ciąg dalszy

Oto odpowiedź na tekst p. Piotra Kruczka.

Panie Piotrze, czy naprawdę nie istnieje coś takiego, jak „uprzywilejowana pozycja pilota wycieczek„? Wierzę, że stosunek wysiłku do zysków w Pańskiej branży nie jest satysfakcjonujący. Mimo wszystko każda osoba posiadająca uprawnienia do wykonywania zamkniętego zawodu jest uprzywilejowana w stosunku do osoby, która również chciałaby go wykonywać i posiada umiejętności, ale nie ma stosownego pozwolenia czy środków na jego uzyskanie.

Wskazuje Pan, że już teraz wiele osób posiada odpowiednie przygotowanie, lecz ze względu na niski popyt mają one trudności ze znalezieniem pracy. To kolejny negatywny skutek zamknięcia zawodu: zmarnowany czas i zmarnowane środki. Osobie, która włożyła wysiłek i pieniądze w uzyskanie uprawnień pilota wycieczek, trudniej będzie się przebranżowić. Ponadto samo istnienie zamkniętej branży sugeruje kandydatom, że otrzymanie pozwolenia na działanie w jej ramach jest gwarancją znalezienia pracy. W otwartej branży znacznie łatwiej oszacujemy możliwości zrobienia kariery, zaś błędy nie będą tak kosztowne.

Przejdźmy do kwestii cen i jakości usług na otwartym rynku. Przyznaje Pan, że najlepsi piloci i tak zawsze będą doceniani – z czym się zgadzam. Nie wiem więc, dlaczego miałby to być argument za zamknięciem dostępu do zawodu. Tym bardziej, że otwarty dostęp oznacza niższe koszty działalności (zwłaszcza jej rozpoczęcia) i możliwość wybierania nie tylko z większej oferty firm, ale również z większej liczby potencjalnych pracowników. I to niekoniecznie gorszych czy gorzej przygotowanych.

Skoro, jak twierdzi Pan w swoim artykule, kursy są w branży standardem, dlaczego miałyby być przymusowe? Dlaczego nie pozwolić firmom decydować samym, kogo zatrudnić, oraz w jaki sposób wprowadzać nowe osoby do zawodu? Być może powstanie model efektywniejszy i tańszy od obecnego? Zamknięcie zawodu sprawia, że wprowadzenie innowacji jest tak utrudnione, że dla wielu firm może być po prostu nieopłacalne.

W otwarciu Pańskiej branży nie chodzi o tylko to, by przybyło pracy. Celem jest umożliwienie wprowadzenia innowacji: zmniejszenia kosztów rekrutacji, zwiększenia skuteczności szkolenia, optymalizacji kosztów działalności powiększenia oferty. To wszystko jest niemożliwe, jeśli wszystkich obowiązują te same duszące kreatywność reguły.

Autor: Michał Puczyński

Opinia autora nie jest oficjalnym stanowiskiem redakcji.

Polemika: deregulacja pilotów wycieczek

Pod koniec kwietnia zamieściliśmy wpis krytykujący niechęć pilotów wycieczek wobec deregulacji ich zawodu. Oto odpowiedź jednego z Czytelników.

Ten wpis to raczej polityczny frazes… Nie ma czegoś takiego, jak „uprzywilejowana pozycja pilotów wycieczek’”.

Większa oferta? Już teraz jest nadpodaż ludzi z przygotowaniem formalnym, którzy nie mogą się przebić, starając się o pracę.

Cena? Tańsi piloci? Usługi pilockie należą raczej do tanich (biorąc pod uwagę czas, nakład pracy i potrzebne kwalifikacje), a najlepsi i tak zawsze będą cenieni, bo to odpowiedzialność, puścić np. klienta płacącego po kilkanaście tysięcy złotych pod opiekę kogoś, kto zawali, i trzeba będzie płacić odszkodowania.

Rywalizacja? Już teraz na rynku jest kilka albo nawet więcej tysięcy aktywnych pilotów z licencją. Po deregulacji będzie początkowo tylko bałagan, z którego nie skorzystają młodzi chcący rozpocząć pracę w zawodzie.

Po deregulacji? Owszem, pilotem wycieczek szkolnych będzie nauczycielka albo kierowca, a przewodników nie trzeba będzie wynajmować. To jest na pewno efekt 100%. Nie trzeba będzie się przymusowo szkolić na początek – ale… odsyłam do artykułu: Czy zawód pilota wycieczek miałby rację bytu bez kursu?

Jakie deregulacja ma dobre strony: pilot będzie mógł być przewodnikiem (nie ma kontroli), nie będzie musiał inwestować w obowiązkowe szkolenie jeśli ma naturalny dar do pracy z ludźmi i uda mu się zdobyć ogładę zawodową. Nie będzie trzeba płacić za badania medyczne, opłat urzędowych itd., nie trzeba będzie zdawać egzaminów językowych (jeśli się ich nie robiło na studiach lub kursach językowych).

I tyle. Pracy nie przybędzie. Łatwiej nie będzie – może właśnie nauczycielkom czy kierowcom, którzy w niektórych niewymagających przypadkach zastąpią pilotów. Raczej obowiązków przybędzie, za wcale nie wyższe pieniądze, bo piloci już wszędzie w Polsce będą zachęcani przez szukających oszczędności organizatorów do zastępowania przewodników lokalnych.

Autor: Piotr Kruczek

[Od redakcji: dziękujemy za polemikę, naszą odpowiedź zamieścimy wkrótce.]

Oceń linię autokarową w serwisie BiletyAutokarowe.pl

Portal BiletyAutokarowe.pl wprowadził możliwość oceniania i komentowania linii autokarowych. Pomóż nam stworzyć rzetelną bazę ocen polskiej branży przewozowej!

Opinie o przewoźniku” to nowa sekcja, którą znajdziesz na naszych stronach poświęconych poszczególnym liniom autokarowym – np. Bilety Autokarowe Sindbad. Składa się ona z uśrednionej oceny ogólnej, not szczegółowych – m.in. za punktualność czy traktowanie bagażu – a także z krótkich komentarzy napisanych przez użytkowników.

System weryfikacji głosów gwarantuje rzetelność naszej bazy. Aby Twoja opinia została zatwierdzona, musisz podać numer rezerwacji, którą wykonałeś w portalu www.BiletyAutokarowe.pl – tym samym potwierdzając, że naprawdę skorzystałeś z usług ocenianego przewoźnika.

Jesteśmy jednym z niewielu polskich portali, które w ten sposób eliminują nieuczciwe głosy!

Wejdź na www.BiletyAutokarowe.pl i podziel się wrażeniami z podróży – dzięki Tobie wyklaruje się uczciwy obraz polskiego rynku autokarowego. W początkowym okresie działania systemu ocen autorzy najbardziej rozbudowanych, wartościowych opinii mogą liczyć na upominki.

Zderegulowali pilotów wycieczek. Piloci wycieczek protestują

Sejm przyjął uchwałę deregulującą m.in. zawód pilota wycieczek. Najgłośniej krytykują ją… sami piloci wycieczek.

Nie ma się czemu dziwić – zawsze przeciwko deregulacji danej branży najgłośniej protestują sami jej przedstawiciele, a nie osoby korzystające z jej usług. Sprzeciw nie ma jednak aż tak wiele wspólnego z troską o klienta. Stoi za nim lęk przed utratą uprzywilejowanej pozycji.

Konsument na zderegulowanym rynku miałby się dobrze: większa oferta to większe możliwości wyboru. Gorzej z firmami, które już urządziły się w zamkniętej branży. Tylko ściśle ograniczony rynek, czyli taki, na którym nie może się pojawić nowa, lepsza i tańsza konkurencja, umożliwia współistnienie wysokich cen i niskiej jakości. W takich warunkach klient i tak nie ma wyboru; korzysta z jedynej dostępnej oferty albo z żadnej.

Deregulacja wiąże się z koniecznością rywalizacji: wygrają lepsi i tańsi, a ci, którzy nie potrafią albo nie chcą się dostosować, w końcu znikną. Wiedzą o tym przedstawiciele wszystkich zamkniętych branż. Swego czasu mówiono o możliwości uwolnienia zawodu taksówkarza; sami taksówkarze stanęli wtedy murem za systemem koncesji. Oficjalny powód: klient musi mieć pewność, że taksówkarz zna się na swoim zawodzie.

Gdyby taksówkarze i piloci wycieczek mieli rację, znaczyłoby to, że należy ograniczyć dostęp do wszystkich branż, zwłaszcza tych ważniejszych od transportu i turystyki. Obecnie nie potrzeba koncesji, aby zostać kasjerem w osiedlowym sklepie – a przecież całkiem zielony ekspedient może nam sprzedać truciznę lub pomylić się w wydawaniu reszty. Zawód sprzedawcy jest otwarty, a jednak nie narzekamy na jego przedstawicieli. Konkurujące sklepy nie mogą sobie pozwolić na utratę klientów, postęp dokonuje się więc naturalnie i w zdrowym tempie, a w branży nie ma miejsca dla kiepskich pracowników.

Dlaczego w przypadku pilotów wycieczek lub taksówkarzy miałoby być inaczej?

* * *

Opinia autora nie jest oficjalnym stanowiskiem redakcji.

Zapraszamy do portalu BiletyAutokarowe.pl – kupcie tanie bilety autokarowe w kilka chwil, przez Internet lub telefonicznie.

foto: Bohari Adventures / Flickr CC

Czego nie widzi pasażer, czyli relacja z podróży z Sindbadem

Jak wygląda podróż międzynarodowym autokarem? Czy kierowca to najważniejszy członek załogi? Co robi pilot i kto może nim zostać? Czy trzeba martwić się o bagaż? Udajemy się do Hamburga, aby w trasie poznać tajemnice Sindbada – największej platformy autokarowej w Polsce.

22 stycznia 2013, Gliwice. Wyjątkowo mroźne popołudnie – choć patrząc na zdjęcia, mógłbyś przysiąc, że to ciemna noc. Dwoje wysłanników portalu BiletyAutokarowe.pl przybywa do zajezdni PKS, będącej jednocześnie miejscem przystankowym Sindbada: największej platformy autokarowej w Polsce i jednej z największych w Europie.

Jest dwadzieścia po piątej; do odjazdu pozostała ponad godzina. Miejsce wydaje się opustoszałe. Nie bardzo wiemy, dokąd pójść; na szczęście z dyżurki wychodzi nam na spotkanie pan Tomasz – dyspozytor odpowiedzialny za przyjmowanie autokarów i organizację przesiadek. Dwie kawy później przybywa pani Aneta Kolasińska-Demidowicz: przedstawiciel linii, a zarazem nasz przewodnik, który wyjaśni zawiłości organizacji podróży, a także pomoże dostrzec i zrozumieć zjawiska, na które przeciętny podróżnik nawet nie zwróci uwagi.

Około 18:00, na pół godziny przed planowanym odjazdem, dworzec ożywa. Pojawiają się pierwsze anteny – autobusy lub mikrobusy dowożące osoby z miejscowości nieobsługiwanych w ramach głównej linii. Kiedy podjeżdża autokar nr 62, który zabierze nas przez Opole, Wrocław, Legnicę i Berlin aż do Hamburga, rozpoczyna się ceremonia przesiadki.

Ceremonia

Nie ma w tym określeniu wielkiej przesady. Przesiadka to dla załogi niemal obrządek, choć dla pasażerów jest to czynność szybka i zwykle bezproblemowa. Dyspozytor decyduje, na których stanowiskach ustawić autokary, aby umożliwić szybkie przeniesienie bagaży i ułatwić podróżnym znalezienie swojego pojazdu. Pasażer musi przenieść wyłącznie bagaż podręczny. Ciężkie walizy przeładowują bagażowi, korzystając z pojemnych wózków, a jeśli przesiadka ma miejsce na małym przystanku, zadanie to spada na kierowców.

Ryzyko zgubienia bagażu, pomylenia go czy przeniesienia do niewłaściwego autokaru jest minimalne. Każda sztuka jest oznaczona imieniem i nazwiskiem pasażera, kodem połączenia, a także kolorystycznym kodem bezpieczeństwa; gdy choć jeden z tych elementów nie zgadza się z manifestem pokładowym, załoga natychmiast wyjaśnia wątpliwości. Mimo wszystko warto we własnym zakresie podpisać bagaż imieniem i nazwiskiem. Walizki wyglądają podobnie, toteż łatwo je pomylić – jeśli nie w trakcie jazdy, to już po zakończeniu podróży i odpięciu metryczki.

Kiedy pasażerowie z anten są zajęci przesiadką, nowi podróżni – wśród nich my – zgłaszają się do pilota, który sprawdza bilet i wyznacza miejscówki. Wiele osób chciałoby usiąść z przodu pojazdu, przy oknie; w miarę możliwości ich życzenia są spełniane, choć nie sposób zadowolić każdego.

Trudno byłoby pomylić autokar lub zgubić się podczas przesiadki. Dzięki informacjom z karty pokładowej pasażer wie, kiedy i do jakiego pojazdu powinien się przesiąść; pilot przekazuje tę informację także w trakcie podróży. Dane podróżnika są sprawdzane przed wejściem na pokład i już w trakcie jazdy, a pasażerowie są liczeni jeszcze przed ruszeniem z przystanku.

Przesiadka zajmuje maksymalnie pół godziny. Autokary są zgrane w czasie, dzięki czemu podróżni nie muszą bezczynnie czekać na przyjazd swojego pojazdu. Anteny z różnych przyczyn spóźnione są kierowane na dalsze przystanki, aby po drodze nadrobić stracony czas. Komunikacja między pojazdami odbywa się bezpośrednio – piloci zawsze wiedzą, gdzie znajdują się inne autokary i szybko reagują na korki, objazdy czy inne przeszkody.

Z punktu widzenia pasażera przesiadka to nic szczególnego; chwilowa niedogodność, czy może okazja do rozprostowania nóg, o której zapomina się w minutę po ruszeniu w dalszą drogę. Dla przewoźnika to jednak duże przedsięwzięcie logistyczne, wymagające skoordynowania nawet kilkunastu autokarów oraz kilkudziesięciu członków obsługi.

Każdego dnia w Gliwicach odbywa się do 600 przesiadek. Można ostrożnie założyć, że każdy z pasażerów wiezie ze sobą ważącą 10 kilogramów walizkę. To oznacza, że stacjonująca na dworcu ekipa Sindbada przeładowuje w ciągu doby nawet sześć ton bagażu – a mówimy tylko o jednym z kilkuset obsługiwanych przez linię przystanków. Jednym słowem: jeżeli nie zauważyłeś ogromu pracy wkładanego w organizację przesiadek, przewoźnik dobrze wywiązał się z obowiązku.

Wyjątkowy członek załogi

Usadzeni, rozkurtkowani i przeliczeni zaczynamy podróż. Na telewizyjnych ekranach wyświetlany jest film dotyczący zasad korzystania z pojazdu, a w międzyczasie pilot raz jeszcze sprawdza bilety i upewnia się, że pasażerowie mają dokumenty niezbędne do przekroczenia granicy. Wbrew pozorom pilot nie jest odpowiednikiem lotniczego stewarda. Inna, bardziej odpowiednia nazwa jego stanowiska to „kierownik drogi”.

W podróże międzynarodowe udaje się jeden pilot i co najmniej dwóch kierowców (na dłuższych trasach – trzech), zaś załogi wymieniają się co kilkanaście godzin. Kierownik drogi to postać, której nie spotkacie w wielu innych liniach: nadzoruje kurs, a jego głównym obowiązkiem jest dbanie o bezpieczeństwo pasażerów. Ale to tylko czubek góry lodowej.

Lista zadań pilota jest długa: wypełnia dokumentację i spisuje raporty podróży, koordynuje kurs, porozumiewając się z załogami innych autokarów; uczestniczy w organizacji przesiadek. Sprawdza, czy kierowca nie traci koncentracji, czy nie przekracza dozwolonego czasu pracy, czy jedzie właściwą drogą. Informuje o zbliżających się przystankach, odpowiada na pytania pasażerów, oferuje napoje.

Pilot to osoba kontaktowa i uprzejma, zawsze z uśmiechem podająca zamówioną kawę – tak jak steward na pokładzie samolotu. Wymagania wobec kandydatów są jednak znacznie większe. Znajomość co najmniej jednego obcego języka, zdolności organizacyjne, wytrzymałość niezbędna do odbywania wielogodzinnych podróży – to podstawy kwalifikujące chętnych do udziału w czteroetapowym szkoleniu.

Kandydat musi nauczyć się korzystać z tabeli kursów, która na pierwszy rzut oka wygląda jak przypadkowy zbiór kolorowych znaków, a w rzeczywistości jest narzędziem do koordynacji kilkudziesięciu przewozów jednocześnie. Musi poznać charakterystykę mnóstwa tras, odbyć jazdy próbne i zdać test sprawdzający znajomość przepisów oraz umiejętności działania w nagłych wypadkach. Innymi słowy: podczas podróży kawę podaje nie kelner, ale specjalista od nadzorowania długich, trudnych, wymagających podróży.

No to jazda!

Do Hamburga wiezie nas S 415 GT HD – typowy przedstawiciel floty Sindbada, złożonej w całości z autobusów niemieckiej firmy Setra. Dla pasażera to po prostu pojazd z regulowanymi fotelami, toaletą, osobistym oświetleniem, nawiewem, ekranami telewizyjnymi, barkiem. Na pierwszy rzut oka jego wnętrze przypomina wnętrze pasażerskiego samolotu i robi dobre wrażenie – ale ważniejsze jest to, czego nie widać.

Pojazdy Setry wyposażone są w zabezpieczenia na wypadek zderzenia czołowego, elektroniczny program stabilizacji, aktywne wspomaganie hamowania oraz inne systemy zwiększające bezpieczeństwo jazdy. Silniki spełniają normy emisji spalin, które dopiero mają wejść w życie. Średni wiek taboru Sindbada to 3 lata, więc jesteśmy pewni, że i nasz autokar spełnia europejskie standardy. Skoro z pojazdu byli zadowoleni piłkarze światowych reprezentacji, których linia woziła podczas Euro 2012, to i my nie powinniśmy mieć powodów do narzekań. Słowem: jest wygodnie i bezpiecznie.

A wrażenia z samej jazdy? Oglądamy film i staramy się na niej nie skupiać; to żadna tajemnica, że długie podróże są, no cóż, długie. Jedziemy w nocy, a zatem po opuszczeniu dobrze oświetlonego miasta nie sposób podziwiać widoków. Taka jest cena jazdy po pustych drogach. Pozostaje nam patrzeć w telewizor, czytać, rozwiązywać krzyżówki albo spać. Pierwsza z możliwości odpada około pierwszej w nocy – ekrany są wyłączane, aby pasażerowie mogli odpocząć w ciszy.

Z naszego punktu widzenia to dziwna decyzja: dźwięk nie jest głośny nawet kiedy siedzimy blisko ekranu, a po wyłączeniu telewizji słychać radio słuchane przez kierowców. W przeciwieństwie do niektórych pasażerów nie potrafimy spać w drodze, więc całonocny maraton filmów umiliłby nam podróż. Nasza przewodniczka wyjaśnia jednak, że seanse zaczęto przerywać na wniosek samych pasażerów.

Po kilku przystankach w Polsce docieramy do granicy; parę kilometrów przed nią jakość dróg nagle się poprawia. Szybka kontrola straży granicznej i zatrzymujemy się na stacji benzynowej. Podczas gdy kierowca tankuje pojazd, pasażerowie mogą rozprostować nogi, zaopatrzyć się w sklepiku albo odpowiedzieć na zew natury w dostępnej na stacji toalecie. Nadarza się okazja, by zadać pilotowi pytanie dręczące nas od lat: dlaczego nie wolno korzystać z toalety w autokarze podczas postoju? Odpowiedź jest prostsza niżbyśmy oczekiwali: pojemność zbiornika jest ograniczona, więc jeśli można załatwić potrzebę na zewnątrz, warto to zrobić.

Nie mija mgnienie oka, a znów jedziemy. Kiedy wjeżdżamy na niemiecką autostradę… zatrzymuje się czas. Droga jest idealnie, doskonale, nieskończenie równa, a za oknem widać tylko ciemną pustkę. Można odnieść wrażenie, że pojazd stoi w miejscu.

Wbrew pozorom to najtrudniejsza część trasy, przynajmniej dla nas: jak nigdy wcześniej uderza wówczas monotonia. Na krótką chwilę ożywia nas Berlin, z opustoszałymi nocą szerokimi drogami i mocnym oświetleniem, ale po krótkim przystanku na dworcu znów wjeżdżamy na płaską jak stół, otępiającą autostradę. Zjedziemy z niej dopiero w odległym Hamburgu.

Wysiadka

Z głośników dobiega głos pilota: dochodzi szósta rano, jesteśmy w Hamburgu, prosimy nie zapomnieć o bagażu podręcznym. Już szósta? Najwyraźniej udało się zasnąć.

Autokar zawija do zatoczki na efektownym dworcu; rozprostowujemy nogi i wysiadamy, obserwując załogę wydającą podróżnym bagaże. Przybyliśmy do celu punktualnie, co jest zadziwiające, biorąc pod uwagę, że jechaliśmy przez jedenaście i pół godziny, pokonując ponad 880 kilometrów. W zimie, czyli w nie najlepszych warunkach.

Żegnamy się z załogą Sindbada i rozglądamy dookoła. Nadal jest ciemno. Na ulicach pustki. Sklepy wciąż zamknięte. Do chwili, w której będziemy mogli zameldować się w hotelu, pozostało jeszcze kilka godzin. Cały wielki Hamburg pozostaje do naszej dyspozycji. Trochę po omacku rozpoczynamy jego poznawanie… Ale o tym napiszemy następnym razem.

* * *

Redakcja portalu www.BiletyAutokarowe.pl dziękuje firmie Sindbad za udostępnienie biletów oraz udzielenie mnóstwa ciekawych informacji dotyczących organizacji podróży autokarowych.

Ewentualne komentarze dotyczące linii Sindbad prosimy publikować tutaj: biletyautokarowe.pl/sindbad – czyli w bazie ocen BiletyAutokarowe.pl. Wystarczy podać numer biletu, aby potwierdzić fakt skorzystania z usług przewoźnika i dodać swoją opinię! W ten sposób unikamy publikacji ocen niesprawiedliwie wysokich lub nieuczciwie oczerniających przewoźników.